Śmierć została bez kary
Kategoria: Artykuł
07.05.2007
Adam Leszczyński
Trzydzieści lat temu w Krakowie zginął Stanisław Pyjas, student polonistyki. Niemal na pewno zabiła go komunistyczna Służba Bezpieczeństwa. Morderstwo wstrząsnęło Polską.
Do dziś nie wiadomo, czy zabójstwo było zaplanowaną przez bezpiekę zbrodnią, czy "wypadkiem przy pracy" - niepokornego studenta chciano tylko zastraszyć, ale pobito zbyt mocno.
Ciało Pyjasa (długie włosy i broda, brązowe półbuty, żółta koszula, spodnie z grubego bawełnianego teksasu) znaleziono rankiem 7 maja na podwórku kamienicy przy ulicy Szewskiej 7 w Krakowie. "Śmierć nastąpiła w wyniku upadku ze schodów ww. posesji. Stwierdzono u denata 2,6 promila alkoholu we krwi" - napisał krakowski "Dziennik Polski". Upił się i zabił - tę tezę powtarzano aż do 1989 r., kiedy komuniści oddali władzę.
Śledztwo ciągnęło się przez całe lata 90., ale sprawców nie wykryto. Nie pomogły nawet archiwa; SB nigdy nie odnotowywała tego, co robiła z naruszeniem obowiązującego w PRL prawa (gdy np. kogoś pobiła).
Świadków nie było. Dwa miesiące po śmierci Pyjasa zginął Stanisław Pietraszko, jego przyjaciel. Ostatni widział go żywego. Opisał człowieka, który szedł za nimi w ten tragiczny wieczór. Pietraszko utopił się na wakacjach nad Soliną, choć panicznie bał się wody, nigdy do niej nie wchodził, nie umiał pływać.
W 1993 r. krakowski prokurator Krzysztof Urbaniak na podstawie zeznań byłego oficera SB wytypował człowieka, który mógł pobić Pyjasa (uznał to za najbardziej prawdopodobną z kilku wersji zabójstwa). Miał to być były bokser wagi piórkowej Cracovii Marian Węclewicz, alkoholik, wielokrotnie karany za bójki. Podobno dostał za to od SB 20 dolarów - w PRL równowartość dobrej miesięcznej pensji. Ale Węclewicz zginął kilka miesięcy po śmierci Pyjasa - wypadł po pijanemu z czwartego piętra krakowskiej kamienicy. Także tę śmierć prokuratura uznała za nieszczęśliwy wypadek.
"Zajszczany śmierdziel"
Staszek Pyjas nie był zwykłym studentem. Od połowy lat 70. z przyjaciółmi (wśród nich byli Bronisław Wildstein i Lesław Maleszka) tworzył towarzyską grupę, którą bardzo interesowała się SB. Nie pasowali do siermiężnego i dusznego PRL: nosili długie włosy, słuchali Led Zeppelin, czytali podziemne wydawnictwa i paryską "Kulturę". "Pojawiały się pomysły, aby stworzyć podziemny almanach literacki. Ówczesna polityka jako taka nas mierziła, choć oczywiście nie byliśmy naiwni. Wiedzieliśmy, że w ówczesnej Polsce nie było rzeczy niepolitycznych" - wspominał Wildstein w 2006 r.
SB śledziła Pyjasa i wysyłała szkalujące go anonimy: "śmierdzący koleś o wiecznie zajszczanych gaciach", "skurwysyn o wyglądzie alfonsa", "zajszczany śmierdziel kurdupelnego wzrostu". Podpowiadali, że Pyjas donosi do SB i trzeba go unikać. "Tępić takich skurwysynów wszelkimi sposobami to naczelne zadanie chwili obecnej" - pisał esbek. SB zwerbowała do współpracy Maleszkę, przyjaciela Pyjasa.
W drugiej połowie lat 70. w PRL zaczynała działać demokratyczna opozycja. Pyjas i przyjaciele nawiązali kontakt z Komitetem Obrony Robotników założonym po protestach robotniczych w 1976 r. w Radomiu i w Ursusie. "Chciał iść własną drogą. Pomiędzy teatrem, literaturą i codziennym życiem studenckim zbierał datki na pomoc dla wyrzuconych z pracy po strajku robotników" - pisał w 2002 r. w "Gazecie" Bogusław Sonik, kolega Pyjasa.
Kiedy zginął, przyjaciele nie mieli wątpliwości: został zabity przez SB. Miał ranę w okolicach brwi, która wyglądała tak, jakby ktoś uderzył go tępym przedmiotem. Lekarz sądowy Zdzisław Marek uznał jednak, że tym tępym przedmiotem była posadzka kamienicy. Na podstawie tego orzeczenia prokuratur Henryk Sołga umorzył śledztwo.
Przed domem na Szewskiej paliły się świece, a na ulicach przyjaciele Pyjasa rozklejali klepsydry, które zrywali milicjanci i studenci ze Zrzeszenia Studentów Polskich.
Tydzień po śmierci Pyjasa w Krakowie zaczęły się juwenalia. Dziesięć tysięcy studentów poszło jednak nie na zabawę, ale na żałobny marsz, na którym odczytano oświadczenie o powstaniu Studenckiego Komitetu Solidarności - jawnej, niezależnej od władz organizacji. SKS-y powstały nie tylko w Krakowie, ale także we Wrocławiu, w Warszawie i Gdańsku.
Tuż przed juwenaliami w Warszawie władze zatrzymały wielu działaczy KOR. Aresztowano m.in.: Adama Michnika, Seweryna Blumsztajna, Jacka Kuronia, Jana Józefa Lipskiego i Antoniego Macierewicza. Wypuszczono ich dopiero po głodówce w kościele św. Marcina w Warszawie i protestach międzynarodowych - formalnie z powodu amnestii ogłoszonej 22 lipca, w święto PRL.
Dwa lata w zawieszeniu
W 2001 r., 23 lata od śmierci Pyjasa, na ławie oskarżonych zasiedli dwaj oficerowie SB - były inspektor Wydziału Inspekcji Biura Śledczego MSW i były naczelnik Wydziału III Operacyjnego Komendy Wojewódzkiej Milicji w Krakowie. Prokuratura oskarżyła ich o utrudnianie śledztwa prowadzonego w 1977 r. Mieli m.in. zataić informacje - które uzyskali od swoich agentów - że Pyjasa pobił Węclewicz. Ze względu na podeszły wiek i zły stan zdrowia skazano ich na dwa lata więzienia w zawieszeniu.
Adam Leszczyński
