Trzydzieści lat temu założono w Krakowie Studencki Komitet Solidarności
Kategoria: Artykuł
08.05.2007
wydanie krakowsie
Renata Radłowska
Najpierw był protest przeciwko śmierci Stanisława Pyjasa, studenta polonistyki UJ, zamordowanego przez SB. Potem - zbojkotowane juwenalia, pochody z czarnymi flagami. A po siedmiu dniach powstał Studencki Komitet Solidarności. Od tamtego maja mija właśnie trzydzieści lat.
Kiedy zginął Stanisław Pyjas, oni mieli po dwadzieścia parę lat, studiowali. Jego śmierć załamała ich, ale też kazała im działać. Wieczorem 14 maja spotkali się w mieszkaniu przy ul. Grodzkiej 27, zastanawiali się, jak walczyć o prawdę. Założyli Studencki Komitet Solidarności - najważniejszą spośród organizacji opozycyjnych w Krakowie. Napisali deklarację, w której domagali się podstawowych rzeczy: poszanowania praw człowieka i prawdy. Był maj 1977 roku.
Od tamtego maja mija właśnie trzydzieści lat. Członkowie krakowskiego SKS przypominają dziś tamtą historię, wspominają prawdopodobnie najważniejsze trzy lata swojego życia. Obchody rocznicowe rozpoczęły się wczoraj wernisażem wystawy "Bunt w imperium" na Rynku Głównym i złożeniem kwiatów na ulicy Szewskiej, gdzie znaleziono ciało Pyjasa. Wieczorem eskaesowcy spotkali się w Klubie pod Jaszczurami - Liliana Sonik (dawniej Batko), Małgorzata Kotarba (Gątkiewicz), Bronisław Wildstein, Bogusław Sonik, Danuta Skóra (Sotwin). Były opowieści o tym, jak się poznali; opowieści o pamiętnej nocy z 14 na 15 maja, opowieści o kilkudziesięciu miesiącach SKS. Co robił SKS? Protestował przeciwko niewypożyczaniu w bibliotekach niektórych książek, walczył o uwolnienie więźniów politycznych, kolportował ulotki adresowane do środowiska akademickiego...
Danuta Skóra: - Już wiedzieliśmy, jak się to robi, jak trzeba działać - był przecież KOR. I był gotowy model. My tak chcieliśmy: nie anonimowo, ale pod własnymi nazwiskami. To dawało poczucie bezpieczeństwa: gdyby komuś z nas coś się stało, wszyscy wiedzieliby, dlaczego i kto za tym stoi. Skąd pomysł z SKS? Zaczęło się od krzyku na ulicach, kiedy informowaliśmy miasto o śmierci Staszka, a potem... Ten krzyk i protest to właśnie początek SKS. Nie mogliśmy już, i nie chcieliśmy, się cofnąć.
Bogusław Sonik: - Byliśmy przekonani, że stoimy po dobrej stronie, nic więcej nie było potrzebne. Mieliśmy mieszkanie kontaktowe, paru świetnych ludzi, dwie maszyny do pisania. I determinację. Ona była najważniejsza.
Do klubu przyszli wczoraj nie tylko eskaesowcy, było też wielu studentów. Tych, którzy dziś mają po dwadzieścia parę lat.
Renata Radłowska
