"Nowa era, czyli strasburski wyrok w sprawie krzyży"

Data: Czw, 19 Lis 2009
Kategoria: Artykuł
Liliana Sonik: CAŁY TEN ZGIEŁK

Nowa era, czyli strasburski wyrok w sprawie krzyży Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał wyrok w sprawie włoskiej szkoły: krzyż zdjąć, skarżącej kobiecie wypłacić odszkodowanie za "szkody moralne". Bo wiszący w klasie krzyż miałby naruszać "prawo rodziców o wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami" oraz wolność religijną uczniów". Szczerze mówiąc, wyrok ten uważam za niedorzeczny. Wcześniej włoskie sądy nie dopatrzyły się w obecności krzyża żadnego nadużycia ani żadnej przemocy intelektualno-wyznaniowej. Innym rodzicom krzyż nie przeszkadzał, choć nie sądzę, by wszyscy byli żarliwymi katolikami. Ludzie po prostu rozumieją, że krzyż jest symbolem podwójnym. Dla chrześcijan religijnym i kulturowym, dla niechrześcijan tylko kulturowym. Pani Lautsi, która wniosła skargę do Strasburga, chrześcijanką raczej nie jest, ale też nikt religijnych deklaracji od niej nie oczekuje. Mieszka natomiast w Europie, gdzie kultura jest przesiąknięta chrześcijańskimi znakami jak wątek z osnową. "Kult" i "kultura" nie bez powodu mają wspólny rdzeń językowy. Trzeba złej woli lub wyjątkowej ślepoty, by tego nie dostrzegać. Widać to w historii, malarstwie, literaturze, filozofii, obyczajach, muzyce, sposobie myślenia i w języku. Nawet czas liczymy od narodzin Chrystusa. Niemcy mówią, że coś zdarzyło się "nach Christus" lub "vor Christus", Anglicy "before Christ", Francuzi - "avant Jésus Christ" lub "après Jésus Christ". A dzieci wrażliwej na religijną wolność kobiety uczą się, że wydarzenia historyczne miały miejsce "avanti Cristo" lub "dopo Cristo". Oczywiście, można byłoby narzucić inną formę językową. Tak stało się w Polsce: zamiast mówić, że mamy rok 2009 "po Chrystusie", można powiedzieć, że to 2009 rok "naszej ery". Ale tak czy owak, każdy jako tako wykształcony człowiek wie, że "nasza era" zaczęła się wraz z narodzinami Chrystusa. Absolutna neutralność światopoglądowa jest utopią. Czegoś takiego nie ma w naturze. Chyba że w imię jakiegoś szaleństwa poddamy kulturę europejską cenzurze. Że amputujemy jej ogromną część i stworzymy byt kompletnie nowy. Jakąś inną, "nowszą" erę. Tylko od kiedy ją liczyć?
Bo raczej nie od wyroku trybunału w Strasburgu w sprawie Lautsi.