Było szaro, ale kolorowo
Kategoria: Artykuł
Bogusław Sonik
Leży przede mną dość niezwykły kawałek papieru, laurka wręczona 19 marca 1977 r. Józkowi Ruszarowi z okazji imienin. Przetrwała wiele rewizji i przeprowadzek. Widnieją na niej podpisy Stanisława Pyjasa, Leszka Maleszki, Małgosi Gątkiewicz, Eli Krawczyk, mój, Lilki Batko, Bronka Wildsteina, Joanny Barczyk. Półtora miesiąca później ginie Staszek Pyjas. W momencie imienin Józka od pół roku zbieraliśmy już pieniądze na pomoc represjonowanym robotnikom Radomia i Ursusa, rozprowadzaliśmy Biuletyn Informacyjny KOR-u, mieliśmy już za sobą pierwsze przesłuchania, inwigilacje i rewizje.
Stanowiliśmy grupę przyjaciół, cementowaną okolicznościami tamtego czasu. Sądzę, że mieliśmy niezwykłą szansę przeżyć bardzo silną więź grupową. Więź, która nas połączyła, sądzę że na całe życie, niezależnie od różnic charakterów i od różnych wyborów, jakich dokonaliśmy później.
Adam Szostkiewicz dobitnie mówi o tamtym czasie: ... Nie chcieliśmy żyć w tym PRL-owskim syfie, próbowaliśmy nie dać się mu zarazić... Śmierć Staszka Pyjasa sprawiła, iż wydorośleliśmy z dnia na dzień. Nasz studencki Komitet Solidarności był naszą, spontaniczną odpowiedzią na śmierć. Byliśmy pod wrażeniem poparcia, jakiego tego dnia udzielili nam mieszkańcy Krakowa, gdy staliśmy pod klepsydrami informującymi o śmierci Staszka. Wtedy też zaprzyjaźniliśmy się z Mirkiem Dzielskim, księdzem Adamem Bonieckim, którzy towarzyszyli nam przez sporą część demonstracji.
Jacy ludzie tworzyli SKS? Ścisła grupa liczyła od 50 do 100 osób. Podpisywało protesty około tysiąc studentów, w niezależnych wykładach gotowych było uczestniczyć zapewne wiele więcej. SKS-owcy byli ludźmi kolorowymi.
Dziewczyny
Mieliśmy wyjątkowe szczęście do wspaniałych dziewczyn. To one dawały nam natchnienie: urodą, odwagą i stanowczością. Najważniejsza była Liliana Batko, niewielka wzrostem, silna duchem, to w jej mieszkaniu powstał SKS. Ostra, zdecydowana, pełna entuzjazmu i spokoju (kiedyś zasnęła w trakcie przesłuchania w warszawskiej komendzie). Obecnie pracuje w Paryżu, uprawia dziennikarstwo.
Najbardziej ekscentryczna była Ela Majewska. Kochała teatr, nigdy nie miała nic wspólnego z polityką. Stanęła 13 maja pod klepsydrami Staszka wzywającymi do bojkotu Juwenaliów. Rzuciła się na nią gwardia SZSP. Ela zaczęła gryźć i kopać gwardzistów. Bojówkarze, którzy przed chwilą zatrzymali i wydali milicji Antoniego Macierewicza, odskoczyli jak oparzeni.
Po kilku tygodniach zapisała się do szkoły cyrkowej w Julinku pod Warszawą. W chwilach wolnych od zajęć wpadała do Ozjasza Szechtera (ojca Adama Michnika) i rozbawiała starszego pana zakładaniem nogi na szyję. Po kilku miesiącach przeniosła się do teatru Gardzienice. Tam poznała Julia, Chilijczyka, który schronił się w Polsce przed Pinochetem. Stworzyli własny teatr, wyruszyli w świat jak bohaterowie La Strady, by w końcu dotrzeć do Chile, gdy Pinochet ogłosił amnestię. Po kilku latach wróciła do Polski, spotkałem ją na Rynku, gdy z parasolką i maleńką walizeczką szła na Kongres Ezoteryczny.
Ela Krawczyk studiowała medycynę. Zajmowała się kolportażem podziemnej prasy. Po studiach rozpoczęła pracę w szpitalu w Rabce jako chirurg. Współtworzyła "Solidarność" w Nowym Targu. Zawodowo radziła sobie znakomicie, ale to jej nie wystarczało. Podczas pobytu we Francji poznała zakon Małych Sióstr. Spotkałem ją w rzymskim nowicjacie, była szczęśliwa. Po ślubach pojechała do Afganistanu, tam pod bombami niosła pomoc lekarską. Cudem przeżyła tyfus. Wróciła do Polski pozostając wierna Małym Siostrom. Nasza mała siostra, jak gdyby chciała poprawić nasze notowania tam na górze...
Róża Woźniakowska miała nieprawdopodobną radość życia. Już sama jej obecność dodawała nam otuchy, ajej znajomości ułatwiały nam kontakty zagraniczne. Kiedy została zatrzymana po raz pierwszy na 48 godzin, obawialiśmy się, jak to przetrwa, była przecież "panienką z dobrego krakowskiego domu". Wróciła z komendy zachwycona opieką i sympatią, jaką okazywały jej "nie najcięższych obyczajów" współtowarzyszki z celi. W roku 1980 poznała księcia, za którego wyszła za mąż i wyjechała do Niemiec. On pracował dla organizacji humanitarnych, więc razem jeździli z misjami po świecie. Prosto z Neapolu wróciła do Polski. Mieszka w Warszawie, pracuje dla fundacji Roberta Schumana.
Anka Krajewska - zwana "Druhną", wniosła do SKS-u swoją harcerską solidność, podobnie jak druh Zdobysław Milewski. W sierpniu 1980 roku znalazła się w Stoczni Gdańskiej. Stan wojenny zastał ją w Paryżu, reprezentowała NZS wobec francuskich organizacji studenckich. Organizowała zjazd młodzieży antykomunistycznej na Jamajce. Wróciła do Polski po 1989 r., założyła świetnie prosperującą firmę konsultingowo-reklamową NBS.
Ewa Kulik swoją bezczelnością doprowadzała do szału SB. Redagowała podziemne pismo "Indeks". W sierpniu '80 pojechała do Jacka Kuronia po bibułę. Została w Warszawie, pracowała w "Biuletynie Solidarności". Po wprowadzeniu stanu wojennego ukrywała się i pracowała w strukturach podziemnych. Aresztowana wraz ze Zbigniewem Bujakiem. Po 1989 r. nie włączyła się do polityki. Pracuje jako tłumacz.
I można by tak długo, niech więc wybaczą Ci, których losów nie opisuję tak dokładnie: Iwona Galińska została żoną Bronka Wildsteina, Anka Szwed, która zakładała krakowską "Solidarność", dziś nauczycielka, Małgorzata Gątkiewicz zajmowała się w krakowskim kuratorium domami dziecka, Krysia Czerni - dziś krytyk sztuki, Dorotka Martini - malarka, Joanna Burchard ? projektantka mody, Danuta Sotwin-Skóra - dyrektor finansowy Wydawnictwa "Znak", Oleńka Mietkowska - zajmuje się wydawaniem "Kultury" w Paryżu...
Dziennikarze
Bronka Wildsteina stan wojenny zastał w Paryżu. Założył miesięcznik "Kontakt", następnie pracował w paryskim biurze Radia Wolna Europa, z którego trafił w 1990 r. do Krakowa na stanowisko dyrektora Radia Kraków. W 1993 r. został sekretarzem redakcji" Życia Warszawy". Po sprzedaniu tej gazety opuszcza ją wraz z Tomaszem Wołkiem i większą częścią redakcji, zakłada dziennik "Życie", w którym pełni funkcję zastępcy redaktora naczelnego. W wolnych chwilach uprawia literaturę. Z sukcesem - m.in. otrzymał nagrodę Kościeiskich.
Leszek Maleszka - erudyta, zwany wysokobiałkowym komputerem, publikował we wszystkich możliwych pismach opozycyjnych, potrafi pisać i dyskutować na każdy temat. Po 1989 roku pracował najpierw w krakowskim oddziale "Gazety Wyborczej", potem w "Gazecie Krakowskiej". W 1994 roku wyjechał do Warszawy, by podjąć pracę w "Życiu Warszawy", wylądował ostatecznie w "Gazecie Wyborczej", gdzie pracuje w dziale Opinie.
Józef Maria Ruszar - pracował w "Więzi". W 1979 roku powołany po studiach do wojska, szybko zdegradowany do stopnia szeregowca i odesłany do karnej kompanii. Po wyjściu z jednostki pracuje w "Tygodniku Solidarność". Internowany 13 grudnia, po zwolnieniu wyjeżdża na Zachód, przez 10 lat pracuje w Wolnej Europie. Wraca do Polski w 1995 roku, prowadzi szkolenia młodych dziennikarzy. Obecnie mieszka w Krakowie, pracuje w Biurze Festiwalu Kraków 2000. Znowu kawaler.
Jan Polkowski - poeta, redaktor podziemnych pism "Indeks" i "Arka". Od 1990 roku założyciel i redaktor naczelny dziennika "Czas Krakowski". Przez kilka dni rzecznik prasowy premiera Jana Olszewskiego. Obecnie prezes Stowarzyszenia "Samorządny Kraków". Jacek Rakowiecki - młodsze pokolenie SKS-u, po ukończeniu polonistyki zatrudnia się w "Tygodniku Powszechnym". Od 1990 pracuje w "Gazecie Wyborczej", zostaje sekretarzem redakcji, odchodzi w 1995 roku. Ostatnio opuścił Canal Plus i objął funkcję redaktora naczelnego ?Przekroju?. Jedyny przykład powrotu z Warszawy do Krakowa.
Andrzej Mietkowski zakładał poligrafię SKS-u: Krakowską Oficynę Studentów (później przejął tę inicjatywę Henryk Karkosza, który do dziś wydaje książki jako Oficyna Literacka). Andrzeja stan wojenny zastał w Paryżu, pracował w paryskim biurze Wolnej Europy, był korespondentem polskiej i rosyjskiej sekcji BBC. Wrócił do Polski w 1990 roku jako wicedyrektor biura Wolnej Europy w Warszawie. Obecnie zakłada Radio-Info. Beatka Pawlak - zaczynała jako dziennikarz w paryskim "Kontakcie", po powrocie do kraju zatrudnia sięw "Gazecie Wyborczej", gdzie publikuje reportaże zagraniczne. Krzysztof Dawidowicz - poeta, dziennikarz pism niezależnych, od 1990 r. pracował w "Czasie Krakowskim?.
Politycy
Karierą polityczną zajmują się najmłodsi współpracownicy SKS: wspomniany już Zdobek Milewski, rzecznik rządu Hanny Suchockiej, obecnie poseł na Sejm z Nowego Sącza, członek Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego; Tomasz Schoen - przewodniczący Unii Wolności w Krakowie; Wojciech Modelski - prezes Zarządu Wojewódzkiego SK-L, wcześniej działacz NZS, internowany po 13 grudnia, wyjechał do USA, skąd wrócił w 1990; Bogdan Klich - historyk sztuki, lekarz, założyciel i prezes międzynarodowej Fundacji Rozwoju Demokracji. Polski kandydat na dr Kildaire'a, wybrał jednak działalność społeczno-polityczną.
Poza systemem
Wojtek Oracz studiował filozofię na UJ oraz PAT, usunięty z drugiego roku przenosi się na KUL; wychowanek krakowskich fenomenologów, nie znajduje sobie miejsca wśród lubelskich tomistów. Wraca do Krakowa. Całkowicie odciął się od sytemu. Stał się instytucją ? sprzedawcą obrazów "na murach" czyli przy Bramie Floriańskiej. Zamieszkał w opuszczonym domu wraz z grupą buntowniczych malarzy, absolwentów ASP.
Zapewne królem tej rubryki powinien być Zbyszek Jankowski "Jankes", legenda naszego środowiska. Ale nie podejmuję się opisania tego "zjawiska" w kilku zdaniach - "Jankes" zasługuje na osobny artykuł.
Piotr Boroń - niepodległościowiec, pozostał "strażnikiem pieczęci" i kultu marszałka Piłsudskiego.
Niektórzy pozostali na emigracji. Wojtek Sikora - współpracownik paryskiej "Kultury", sekretarz Stowarzyszenia Pomocy Polskiej Literaturze, mieszka pod Paryżem. Grzegorza Małkiewicza - podobnie jak Sikorę, stan wojenny zatrzymał na Zachodzie. Zrobił doktorat w Oxfordzie u Leszka Kołakowskiego. Mieszka w Londynie. Józef Baran - absolwent Akademii Ekonomicznej, zakładał niezależny ruch chłopski, po 13 grudnia działał w podziemiu, aresztowany, obecnie mieszka w Oslo.
To, co jest do zrobienia
A przecież są jeszcze postacie, które trudno zakwalifikować do jakiejś kategorii, np. Ziemowit Pochitonow wyrzucony przez rektora Wojtaszka z Akademii Rolniczej, dziś przemysłowiec w branży rolnej; Wiesław Bek z pierwszej dziesiątki rzeczników SKS-u zakładał Unię Wolności, był burmistrzem Lubaczowa, jego brat Bogusław jest dyrektorem szkoły w Radomiu; Jakub Meissner ciężko doświadczony przez zderzenie z kapitalizmem po 1989 r.
Są też tacy jak Andrzej Balcerek, pierwszy alfabetycznie na liście dziesięciu rzeczników SKS z 15 maja. Wyjechał w lipcu 1977 w świat i chyba do dziś gdzieś po nim krąży, bo słuch po nim zaginął. Wiktor Szostałło - malarz, później wiceprzewodniczący "Solidarności" w Koszalinie, internowany po 13 grudnia. Obecnie żyje w USA, rzeźbi ogromne szopki dla czarnych wspólnot chrześcijańskich, w których biblijne postacie są Murzynami.
Kiedyś Rakowiecki tak scharakteryzował nasze środowisko: ... w 1981 roku, kiedy w Krakowie odbył siępierwszy zjazd NZS-u, padła propozycja z sali, by dopisać do nazwy NZS, ?'imienia Stanisława Pyjasa?, czy też zorganizować obchody ku jego pamięci. Co ciekawe, nie zgłaszali tych wniosków studenci ze środowiska SKS-u [...]. Nie dlatego, żeby bagatelizowali tę sprawę, ale myślę, iż tu w Krakowie dominował inny typ wyobraźni, nastawienie na to, co przed nami, na to, co jest jeszcze do zrobienia...
Bogusław Sonik
Tekst ukazał się w ?Gazecie w Krakowie? 10-11 maja 1997
