Było szaro, ale kolorowo

Data: Nie, 6 Maj 2007
Kategoria: Artykuł

Bogusław Sonik

 

Leży przede mną dość niezwykły kawałek papieru, laurka wręczona 19 marca 1977 r. Józkowi Ruszarowi z okazji imienin. Przetrwała wiele rewizji i przeprowa­dzek. Widnieją na niej podpisy Stanisława Pyjasa, Leszka Maleszki, Małgosi Gątkiewicz, Eli Krawczyk, mój, Lilki Batko, Bronka Wildsteina, Joanny Barczyk. Półtora mie­siąca później ginie Staszek Pyjas. W momencie imienin Józka od pół roku zbieraliśmy już pieniądze na pomoc re­presjonowanym robotnikom Radomia i Ursusa, rozpro­wadzaliśmy Biuletyn Informacyjny KOR-u, mieliśmy już za sobą pierwsze przesłuchania, inwigilacje i rewizje.

 

Stanowiliśmy grupę przyjaciół, cementowaną oko­licznościami tamtego czasu. Sądzę, że mieliśmy niezwy­kłą szansę przeżyć bardzo silną więź grupową. Więź, któ­ra nas połączyła, sądzę że na całe życie, niezależnie od różnic charakterów i od różnych wyborów, jakich doko­naliśmy później.

 

Adam Szostkiewicz dobitnie mówi o tamtym czasie: ... Nie chcieliśmy żyć w tym PRL-owskim syfie, próbowa­liśmy nie dać się mu zarazić... Śmierć Staszka Pyjasa sprawiła, iż wydorośleliśmy z dnia na dzień. Nasz stu­dencki Komitet Solidarności był naszą, spontaniczną od­powiedzią na śmierć. Byliśmy pod wrażeniem poparcia, jakiego tego dnia udzielili nam mieszkańcy Krakowa, gdy staliśmy pod klepsydrami informującymi o śmierci Staszka. Wtedy też zaprzyjaźniliśmy się z Mirkiem Dzielskim, księdzem Adamem Bonieckim, którzy towa­rzyszyli nam przez sporą część demonstracji.

 

Jacy ludzie tworzyli SKS? Ścisła grupa liczyła od 50 do 100 osób. Podpisywało protesty około tysiąc studen­tów, w niezależnych wykładach gotowych było uczestni­czyć zapewne wiele więcej. SKS-owcy byli ludźmi kolo­rowymi.

 

Dziewczyny

Mieliśmy wyjątkowe szczęście do wspaniałych dziewczyn. To one dawały nam natchnienie: urodą, od­wagą i stanowczością. Najważniejsza była Liliana Batko, niewielka wzrostem, silna duchem, to w jej mieszkaniu powstał SKS. Ostra, zdecydowana, pełna entuzjazmu i spokoju (kiedyś zasnęła w trakcie przesłuchania w war­szawskiej komendzie). Obecnie pracuje w Paryżu, upra­wia dziennikarstwo.

Najbardziej ekscentryczna była Ela Majewska. Ko­chała teatr, nigdy nie miała nic wspólnego z polityką. Stanęła 13 maja pod klepsydrami Staszka wzywającymi do bojkotu Juwenaliów. Rzuciła się na nią gwardia SZSP. Ela zaczęła gryźć i kopać gwardzistów. Bojówkarze, któ­rzy przed chwilą zatrzymali i wydali milicji Antoniego Macierewicza, odskoczyli jak oparzeni.

Po kilku tygodniach zapisała się do szkoły cyrkowej w Julinku pod Warszawą. W chwilach wolnych od zajęć wpadała do Ozjasza Szechtera (ojca Adama Michnika) i rozbawiała starszego pana zakładaniem nogi na szyję. Po kilku miesiącach przeniosła się do teatru Gardzienice. Tam poznała Julia, Chilijczyka, który schronił się w Pol­sce przed Pinochetem. Stworzyli własny teatr, wyruszyli w świat jak bohaterowie La Strady, by w końcu dotrzeć do Chile, gdy Pinochet ogłosił amnestię. Po kilku latach wróciła do Polski, spotkałem ją na Rynku, gdy z parasol­ką i maleńką walizeczką szła na Kongres Ezoteryczny.

Ela Krawczyk studiowała medycynę. Zajmowała się kolportażem podziemnej prasy. Po studiach rozpoczęła pracę w szpitalu w Rabce jako chirurg. Współtworzyła "Solidarność" w Nowym Targu. Zawodowo radziła sobie znakomicie, ale to jej nie wystarczało. Podczas pobytu we Francji poznała zakon Małych Sióstr. Spotkałem ją w rzymskim nowicjacie, była szczęśliwa. Po ślubach po­jechała do Afganistanu, tam pod bombami niosła pomoc lekarską. Cudem przeżyła tyfus. Wróciła do Polski pozo­stając wierna Małym Siostrom. Nasza mała siostra, jak gdyby chciała poprawić nasze notowania tam na górze...

Róża Woźniakowska miała nieprawdopodobną radość życia. Już sama jej obecność dodawała nam otuchy, ajej znajomości ułatwiały nam kontakty zagraniczne. Kiedy została zatrzymana po raz pierwszy na 48 godzin, oba­wialiśmy się, jak to przetrwa, była przecież "panienką z dobrego krakowskiego domu". Wróciła z komendy za­chwycona opieką i sympatią, jaką okazywały jej "nie naj­cięższych obyczajów" współtowarzyszki z celi. W roku 1980 poznała księcia, za którego wyszła za mąż i wyje­chała do Niemiec. On pracował dla organizacji humani­tarnych, więc razem jeździli z misjami po świecie. Prosto z Neapolu wróciła do Polski. Mieszka w Warszawie, pra­cuje dla fundacji Roberta Schumana.

Anka Krajewska - zwana "Druhną", wniosła do SKS-u swoją harcerską solidność, podobnie jak druh Zdobysław Milewski. W sierpniu 1980 roku znalazła się w Stoczni Gdańskiej. Stan wojenny zastał ją w Paryżu, reprezento­wała NZS wobec francuskich organizacji studenckich. Or­ganizowała zjazd młodzieży antykomunistycznej na Ja­majce. Wróciła do Polski po 1989 r., założyła świetnie pro­sperującą firmę konsultingowo-reklamową NBS.

Ewa Kulik swoją bezczelnością doprowadzała do sza­łu SB. Redagowała podziemne pismo "Indeks". W sierp­niu '80 pojechała do Jacka Kuronia po bibułę. Została w Warszawie, pracowała w "Biuletynie Solidarności". Po wprowadzeniu stanu wojennego ukrywała się i pracowała w strukturach podziemnych. Aresztowana wraz ze Zbi­gniewem Bujakiem. Po 1989 r. nie włączyła się do polity­ki. Pracuje jako tłumacz.

I można by tak długo, niech więc wybaczą Ci, których losów nie opisuję tak dokładnie: Iwona Galińska została żoną Bronka Wildsteina, Anka Szwed, która zakładała krakowską "Solidarność", dziś nauczycielka, Małgorzata Gątkiewicz zajmowała się w krakowskim kuratorium do­mami dziecka, Krysia Czerni - dziś krytyk sztuki, Dorot­ka Martini - malarka, Joanna Burchard ? projektantka mody, Danuta Sotwin-Skóra - dyrektor finansowy Wy­dawnictwa "Znak", Oleńka Mietkowska - zajmuje się wydawaniem "Kultury" w Paryżu... 

Dziennikarze

Bronka Wildsteina stan wojenny zastał w Paryżu. Założył miesięcznik "Kontakt", następnie pracował w paryskim biurze Radia Wolna Europa, z którego trafił w 1990 r. do Krakowa na stanowisko dyrektora Radia Kraków. W 1993 r. został sekretarzem redakcji" Życia Warsza­wy". Po sprzedaniu tej gazety opuszcza ją wraz z Toma­szem Wołkiem i większą częścią redakcji, zakłada dzien­nik "Życie", w którym pełni funkcję zastępcy redaktora naczelnego. W wolnych chwilach uprawia literaturę. Z sukcesem - m.in. otrzymał nagrodę Kościeiskich. 

Leszek Maleszka - erudyta, zwany wysokobiałkowym komputerem, publikował we wszystkich możliwych pi­smach opozycyjnych, potrafi pisać i dyskutować na każ­dy temat. Po 1989 roku pracował najpierw w krakowskim oddziale "Gazety Wyborczej", potem w "Gazecie Kra­kowskiej". W 1994 roku wyjechał do Warszawy, by pod­jąć pracę w "Życiu Warszawy", wylądował ostatecznie w "Gazecie Wyborczej", gdzie pracuje w dziale Opinie. 

Józef Maria Ruszar - pracował w "Więzi". W 1979 roku powołany po studiach do wojska, szybko zdegrado­wany do stopnia szeregowca i odesłany do karnej kompa­nii. Po wyjściu z jednostki pracuje w "Tygodniku Soli­darność". Internowany 13 grudnia, po zwolnieniu wy­jeżdża na Zachód, przez 10 lat pracuje w Wolnej Europie. Wraca do Polski w 1995 roku, prowadzi szkolenia mło­dych dziennikarzy. Obecnie mieszka w Krakowie, pracu­je w Biurze Festiwalu Kraków 2000. Znowu kawaler. 

Jan Polkowski - poeta, redaktor podziemnych pism "Indeks" i "Arka". Od 1990 roku założyciel i redaktor naczelny dziennika "Czas Krakowski". Przez kilka dni rzecznik prasowy premiera Jana Olszewskiego. Obecnie prezes Stowarzyszenia "Samorządny Kraków". Jacek Rakowiecki - młodsze pokolenie SKS-u, po ukończeniu polonistyki zatrudnia się w "Tygodniku Po­wszechnym". Od 1990 pracuje w "Gazecie Wyborczej", zostaje sekretarzem redakcji, odchodzi w 1995 roku. Ostatnio opuścił Canal Plus i objął funkcję redaktora naczelnego ?Przekroju?. Jedyny przykład powrotu z Warszawy do Krakowa.  

Andrzej Mietkowski zakładał poligrafię SKS-u: Krakowską Oficynę Studentów (później przejął tę ini­cjatywę Henryk Karkosza, który do dziś wydaje książ­ki jako Oficyna Literacka). Andrzeja stan wojenny za­stał w Paryżu, pracował w paryskim biurze Wolnej Eu­ropy, był korespondentem polskiej i rosyjskiej sekcji BBC. Wrócił do Polski w 1990 roku jako wicedyrektor biura Wolnej Europy w Warszawie. Obecnie zakłada Radio-Info. Beatka Pawlak - zaczynała jako dziennikarz w pary­skim "Kontakcie", po powrocie do kraju zatrudnia sięw "Gazecie Wyborczej", gdzie publikuje reportaże zagraniczne. Krzysztof Dawidowicz - poeta, dziennikarz pism nie­zależnych, od 1990 r. pracował w "Czasie Krakowskim?.

Politycy

Karierą polityczną zajmują się najmłodsi współpra­cownicy SKS: wspomniany już Zdobek Milewski, rzecz­nik rządu Hanny Suchockiej, obecnie poseł na Sejm z Nowego Sącza, członek Stronnictwa Konserwatywno­-Ludowego; Tomasz Schoen - przewodniczący Unii Wol­ności w Krakowie; Wojciech Modelski - prezes Zarządu Wojewódzkiego SK-L, wcześniej działacz NZS, interno­wany po 13 grudnia, wyjechał do USA, skąd wrócił w 1990; Bogdan Klich - historyk sztuki, lekarz, założy­ciel i prezes międzynarodowej Fundacji Rozwoju Demo­kracji. Polski kandydat na dr Kildaire'a, wybrał jednak działalność społeczno-polityczną. 

Poza systemem

Wojtek Oracz studiował filozofię na UJ oraz PAT, usu­nięty z drugiego roku przenosi się na KUL; wychowanek krakowskich fenomenologów, nie znajduje sobie miejsca wśród lubelskich tomistów. Wraca do Krakowa. Całkowi­cie odciął się od sytemu. Stał się instytucją ? sprzedawcą obrazów "na murach" czyli przy Bramie Floriańskiej. Za­mieszkał w opuszczonym domu wraz z grupą buntowni­czych malarzy, absolwentów ASP.

Zapewne królem tej rubryki powinien być Zbyszek Jankowski "Jankes", legenda naszego środowiska. Ale nie podejmuję się opisania tego "zjawiska" w kilku zda­niach - "Jankes" zasługuje na osobny artykuł.

Piotr Boroń - niepodległościowiec, pozostał "strażni­kiem pieczęci" i kultu marszałka Piłsudskiego.

Niektórzy pozostali na emigracji. Wojtek Sikora - współpracownik paryskiej "Kultury", sekretarz Stowa­rzyszenia Pomocy Polskiej Literaturze, mieszka pod Pa­ryżem. Grzegorza Małkiewicza - podobnie jak Sikorę, stan wojenny zatrzymał na Zachodzie. Zrobił doktorat w Oxfordzie u Leszka Kołakowskiego. Mieszka w Lon­dynie. Józef Baran - absolwent Akademii Ekonomicznej, zakładał niezależny ruch chłopski, po 13 grudnia działał w podziemiu, aresztowany, obecnie mieszka w Oslo. 

To, co jest do zrobienia

A przecież są jeszcze postacie, które trudno zakwalifiko­wać do jakiejś kategorii, np. Ziemowit Pochitonow wyrzu­cony przez rektora Wojtaszka z Akademii Rolniczej, dziś przemysłowiec w branży rolnej; Wiesław Bek z pierwszej dziesiątki rzeczników SKS-u zakładał Unię Wolności, był burmistrzem Lubaczowa, jego brat Bogusław jest dyrekto­rem szkoły w Radomiu; Jakub Meissner ciężko doświadczo­ny przez zderzenie z kapitalizmem po 1989 r.

Są też tacy jak Andrzej Balcerek, pierwszy alfabetycz­nie na liście dziesięciu rzeczników SKS z 15 maja. Wyje­chał w lipcu 1977 w świat i chyba do dziś gdzieś po nim krąży, bo słuch po nim zaginął. Wiktor Szostałło - malarz, później wiceprzewodniczący "Solidarności" w Koszalinie, internowany po 13 grudnia. Obecnie żyje w USA, rzeźbi ogromne szopki dla czarnych wspólnot chrześcijańskich, w których biblijne postacie są Murzynami.

Kiedyś Rakowiecki tak scharakteryzował nasze śro­dowisko: ... w 1981 roku, kiedy w Krakowie odbył siępierwszy zjazd NZS-u, padła propozycja z sali, by dopisać do nazwy NZS, ?'imienia Stanisława Pyjasa?, czy też zor­ganizować obchody ku jego pamięci. Co ciekawe, nie zgłaszali tych wniosków studenci ze środowiska SKS-u [...]. Nie dlatego, żeby bagatelizowali tę sprawę, ale my­ślę, iż tu w Krakowie dominował inny typ wyobraźni, na­stawienie na to, co przed nami, na to, co jest jeszcze do zrobienia...

Bogusław Sonik

 Tekst ukazał się w ?Gazecie w Krakowie? 10-11 maja 1997